na Rzecz zachowania Naturalnego Piękna Wsi i Godną Starość

Zebranie sąsiadek ze wsi - Mętna

01.01. 2009r. godz. 17.00. Zebranie sąsiadek ze wsi - Mętna. (W chacie - "Błękitny Teatr" - Omówienie nasadzenia Malw - tradycyjny kwiat słowiańskiej wsi. Kiedy zakwitną; w lipcu i sierpniu na podwórkach, przy opłotkach na całej długości - zaprosimy Was w odwiedziny, aby je podziwiać, napić się kawy w "parku" - Błękitnego Teatru, poplotkować i poznać nasz region).

 

na foto od lewej Nina, Stasia, Alina, Janek, Jan, Jerzy

 

Gdyby nie ich drobna, doraźna, ale jakże skuteczna pomoc – w trudnych chwilach.... Byłaby ze mną ,,krewa”, zwłaszcza zimą. Na dworze -15* i śniegu po pas, i mój totalny brak praktycznego myślenia – okazuje się, że nie samą poezją człowiek może żyć. Trzeba do kominka coś włożyć, bo zimno jak cholera, a prosić wstyd... Ale ludzie na wsi niby nic nie widzą, niby nic nie słyszą, a wszystko wiedzą.
Wyobraźcie sobie (wprawdzie dopiero godz. 10 wieczór), ale zimą w Polsce to już ,,czarna noc” i mróz, jak to się mówi trzaskający! Mój kot – znajda - o im. Droga, tuli się, moje psy: Mak - nie chce wyłazić z chaty, Bemo – ciśnie się do chaty, a ja z futra nie wyłażę – staram się przetrwać! Aby do rana. Moja ,,Twórcza Vena,, też powoli zamarza. To dziwne, ale czułam pewien rodzaj emocji w tym (bądź co bądź) przykrym przeżyciu. Nagle słyszę jakiś hałas, chrobotanie, szepty.
No nie - myślę sobie, tylko tego mi brakuje... złodziei! Psy jednak patrzą na mnie spokojnie, tylko pomrukują, kot zastrzygł uszami, ale siedzi dalej. Zbieram się na odwagę, otwieram ostrożnie drzwi do sionki – ganku i widzę... Widzę moich najbliższych sąsiadów z naprzeciwka: Alina i Jurek. Na saneczkach przywieźli i złożyli pod ścianą kilka worków drzewa.
Oczywiście historia się powtórzyła, tylko na drugą zimę. Tym razem „zadbałam o siebie” - kupiłam drzewo, Marcin z ojcem pocięli, porąbali, z satysfakcją patrzyłam na wielki stos swojej „zaradności”. Jutro wynajmę traktor i przywiozę, bo stos polan był jakieś 400 m. od chaty, ale znów „paryżanka” czegoś nie przewidziała, a no tego, że w nocy nawali pół metra śniegu! No i jak tu nie pokochać Podlasia...? Traktor w tym zimnisku nie odpalił, a nawet gdyby, to i tak by nie wjechał pod górkę, no i klops! Zaraz, zaraz... Przecież w stodole są jakieś saneczki - ja też mogę saneczkami. Jeszcze kondycję sobie poprawię. Dobra, zrobię to jutro – za dnia. Około północy, kot - Droga, domaga się wyjścia. Otwieram drzwi i co widzę? Wielka taczka drzewa stoi tuż przy drzwiach – tylko ręką sięgnąć po polana. Tym razem Janek, syn kochanej i dzielnej Pani Wali – sąsiadki z boku. Również nie zapomnę nigdy bezinteresownej życzliwości Pana Piotra - seniora i Piotra juniora, których poznałam dzięki Ilonie – uduchowionej istocie wśród leśników i wielu, wielu innych. To jest prawdziwa integracja, a nie ta za unijne pieniądze, z których N.B. korzystają ci, co wymyślają hasła, a nie ci, których się papierowo integruje.
Wiecie... Takich gestów w życiu nie zapomina się.
Zastanawiam się, czy warto pisać również i o przykrych zdarzeniach, sytuacjach, ludziach?
No, a jak inaczej można cokolwiek zmienić? Przynajmniej starać się. Tylko poprzez swoje własne odczucia i przeżycia, a w życiu różne, przeróżne rzeczy się zdarzają, a poza tym - przeczytać o czymś w gazecie, a zrelacjonować samemu i odnieść się do tego, to nie to samo. Będzie więc i o paskudach a jakże, a tymczasem o urodzie:

 

Nawigator

Licznik odwiedzin

72355
Dziś 33
Ostatni tydzień87
Ostatni miesiąc1041
Ogółem72355