na Rzecz zachowania Naturalnego Piękna Wsi i Godną Starość

Deprecated: preg_replace(): The /e modifier is deprecated, use preg_replace_callback instead in /home/fungram/domains/fundacjaengram.pl/public_html/plugins/content/youtubeplugin/youtubeplugin.php on line 49

ŻYJ I DAJ ŻYĆ! (audio)

Tyle „istotnych” spraw dzieje się na świecie, a ona – ‘marzec, słońce…’ itp. - a jednak nie ma nic prawdziwszego i trwalszego, niż to co istnieje już miliardy lat – Świat Przyrody, a w nim My, z Naszym ludzkim tu i teraz – otoczeniem.

Popatrzyłam przez chwilę w TV, na nadęte „kukiełki” na czerwonych dywanach i wyszłam zobaczyć, czy nie krążą gdzieś w pobliżu bociany. Już czas. Wczoraj – 17 marca, na moją prośbę pracownicy gminy zainstalowali na słupie specjalny podest – na gniazdo. (DZIĘKI IM ZA TO). Mam nadzieję, że boćkom spodoba się…? To już drugie gniazdo. To obok jest szczęśliwie zasiedlane od kilku lat i co roku mają potomstwo - oby i to nowe okazało się równie godne tych pięknych ptaków.



Mam jednak wrażenie – (moi sąsiedzi również), że cała instalacja jest trochę za nisko…, ale zobaczymy - będę Was informować na bieżąco. NB – bociany lepiej integrują ludzi, niż wydumane hasła urzędników.

24 marzec, godz.13:30, właśnie przyleciał bociek
do swego „domu” - dobrze mu znanego gniazda. Na razie sam. Zmęczony, bo usiadł i dość długo siedział nieruchomo - potem zaczął coś tam poprawiać.

26 marzec, ok. 17-ej, jest i Pani Bocianowa. Powitał ją głośnym klekotaniem. Odetchnęliśmy z ulgą…, nigdy nic nie wiadomo, co może się wydarzyć w dalekiej podróż.


Kraj gdzie strzela się do polskich bocianów
Posted by Marucha w dniu 2014-03-09 (niedziela)
To smutny i bulwersujący fakt – są kraje, gdzie strzela się do lecących m.in. do naszego kraju bocianów. Jednym z nich jest Liban, gdzie polowanie na te ptaki stał się corocznym zwyczajem. W ten sposób nie ma szans na powrót do Polski wiele z 30 tys. par bocianów, które lecą z afrykańskich zimowisk do naszego kraju – mówi Polskiemu Radiu Ireneusz Kaługa z Grupy Ekologicznej na Podlasiu.
Co najgorsze, podkreśla nasz rozmówca, polowania te nie służą aprowizacji ale potwierdzeniu ambicji – osiągnięcia wieku męskiego, udowodnienia swojej rangi i pozycji. Bociany po odstrzale są wyrzucane.
Jak mówi Kaługa, Grupa rozpoczęła kolejną akcję uświadamiania Libańczyków o szkodliwości ich działania. Wystąpiła do naszej ambasady w Libanie z prośbą o pomoc w akcji uświadamiającej Libańczyków o tym jakie znaczenie dla Polaków ma migracja bocianów.
Do Libanu trafią niebawem materiały informujące o znaczeniu bocianów dla Polaków, o obrączkowaniu tych ptaków, przebudowie słupów, tak by zapewnić ptakom bezpieczne gniazda.
Andrzej Ilczuk
Źródło: www.polskieradio.pl

14 kwiecień, nowe gniazdo dwa tygodnie temu było odwiedzane, nawet przysiadywał na nim jakiś bociek, ale na krótko – wygląda na to, że nie zostanie zasiedlone. Najbardziej nas jednak martwi – ( mnie i moich sąsiadów) zachowanie boćków - mieszkańców starego gniazda. Odwiedzają swój stary dom, przysiadują ale nie mieszkają i są takie wystraszone…?
Nigdy dotąd nie reagowały wylatywaniem z gniazda, kiedy ktoś przechodził, lub jechał drogą!

Jest też – być może inna przyczyna tak dziwnego ich zachowania…
Trzeba zajrzeć do gniazda.

Giną młode bociany
2 lp. 2013 - 16:45 – red. wydania: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
źródło fot. www.krotoszyn.pl

Masową śmiertelność młodych bocianów białych w Wielkopolsce odnotowują w ostatnich dniach m.in. członkowie Południowowielkopolskiej Grupy Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków. Ornitolodzy sprawdzili gniazda na terenie powiatu ostrowskiego i krotoszyńskiego - sytuacja jest tragiczna - zginęło 3/4 młodych bocianów. "Głównie w czasie ciągłych, ulewnych deszczy w ostatnich dniach" - powiedział Radiu Centrum Paweł Dolata z Południowowielkopolskiej Grypy OTOP:
"Przyczyną takiej złej sytuacji są bardzo silne, wyjątkowo deszcze i to w okresie ochłodzenia, na początku tamtego tygodnia - w poniedziałek i wtorek. Intensywnie padało i było bardzo chłodno. Wówczas doszło do wychłodzenia młodych bocianów, niektórym się udało przetrwać, bo były osłaniane przez rodziców, większe lęgi, większe pisklęta niestety przemokły, efekt to wychłodzenie i śmierć. W gminie Zduny wyginęło 3/4 młodych bocianów, to się nie zdarza. Z reguły ginie kilka-kilkanaście procent. Straty w wysokości ok. 75% oznaczają dziurę pokoleniową, za kilka lat 4-5 nie będzie młodych bocianów."
Problem dotyczy Wielkopolski, Opolszczyzny i Dolnego Śląska, całej Polski zachodniej. Obecnie ornitolodzy kontrolują bocianie gniazda - usuwają niebezpieczne sznurki i martwe, gnijące młode ptaki.
"Zwłaszcza te które były już tak duże, że rodzice nie dawali rady ich usunąć. Młode, gnijące ptaki są zagrożeniem dla rodziców, a przede wszystkim dla pozostałych młodych, żyjących w innych gniazdach" - dodał Paweł Dolata. Ornitolodzy w trakcie kontroli gniazd obrączkują także młode.
Bocian nie ma możliwości usunięcia z gniazda tak dużych młodych (obecnie ważą już ok 2 kg), stąd konieczna jest pomoc, aby ratować młode, które mogły ocaleć, oraz nie dopuścić do opuszczenia gniazda przez bociany.
Południowowielkopolska grupa OTOP zwraca się z apelem do mieszkańców powiatu krotoszyńskiego. Apel kierowany jest przede wszystkim do właścicieli posesji, na których znajdują się gniazda bocianów, oraz do sołtysów i osób posiadających informacje o lokalizacjach gniazd.
Informacje można zgłaszać pod nr tel. 504 708 744 (Rafał Markowski - Południowowielkopolska grupa OTOP) lub pisać na adres Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. / Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript..
Uzyskane informacje pozwolą podjąć działania w miejscach, do których dotychczas ornitolodzy nie dotarli.
Więcej informacji o działaniach nie tylko ratujących młode bociany można uzyskać na www.pwg.otop.org.pl.
Autor: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
(Jesienią opowiem co i jak…), a teraz-
Początek formularza
Słońce przygrzało, jak w czerwcu. Trawy niedługo ruszą - jeszcze kilka dni i…, aż strach pomyśleć co będzie się działo na polskiej wsi.
„Orgia” wyjących kosiarek.
Azbest na dachach chłopskich zagród zalega – (mimo dopłat na usuwanie), ale „miejskość” na polach i podwórkach kwitnie.
Niedługo posypią się też na glebę tony pestycydów, a wielkie połacie pól zaścieli folia „ochronna”. Pół biedy jeżeli gospodyni wiejska „chronić” będzie w ten sposób kilka metrów swego warzywniaka…, (co światlejsi zostawiają kawałki nieużytków: łąki, ugory, zakrzaczone miedze; jak to się mówi - dla zająca, żeby miał gdzie spać…, w rzeczywistości, właśnie ta różnorodność krajobrazu rolniczego zwiększa szanse przeżycia różnym gatunkom istot).
Nie zapomnijmy, o ptakach:
"Ptaki potrzebują do życia przede wszystkim dwóch rzeczy, miejsc lęgowych i pokarmu" – tłumaczy dr Skórka. - My wykazaliśmy, że folie zmieniają oba te elementy. Wykładanie folii na pola na wiosnę, kiedy część ptaków krajobrazu rolniczego dopiero przylatuje i szuka sobie miejsca - sprawia, że tracą one dostęp do ziemi i upraw czyli miejsc, gdzie mogłyby zakładać gniazdo. Z drugiej strony na osłoniętych folią polach jest mniej chwastów, mniej motyli i ich gąsienic. Ptaki tracą więc dostęp do pokarmu".
źródło: www.naukawpolsce.pl

Niektóre ptaki, (np. kuropatwy) żyjące w Polsce od wieków, już giną – tracą warunki gniazdowania. W pszczelich ulach spustoszenie, setki ziół leczniczych znanych jeszcze naszym Pradziadkom już nie istnieje w naturalnej postaci – ziemia jałowieje, zmienia się w chemiczne gnojowisko.
Rzadko kojarzymy ”nowe” choroby, dolegliwości, złe samopoczucie – z otoczeniem w jakim żyjemy:
z tym, co jemy, co robimy…
Barbarzyńska ingerencja człowieka w naturalne środowisko jest bezsporna. W świecie, sprawy zaszły tak daleko, że są (na razie) nie do opanowania, ale…, My – w naszym najbliższym otoczeniu, na naszym podwórku możemy uczynić wiele dobrego i bez kosztów. Nie łudźmy się, że ktoś o nas zadba: że przecież ”fachowcy” na pewno badają, sprawdzają toksyczność produktów dopuszczonych do konsumpcji, ktoś jest do tego powołany, kompetentny… Odpowiedzialny…?
Nie! Uprawnione instytucje, ( nie wszystkie oczywiście) są skorumpowane, albo same wprowadzane w błąd. Liczy się kasa!
Mimo to, jestem przekonana, że WIEŚ POLSKA jeszcze posiada warunki, aby przełamać ten pęd do dewastacji jej Naturalnego Piękna. Coraz więcej ludzi zaczyna rozumieć, że NASZYM JEDYNYM RATUNKIEM jest czysta, „nieskorumpowana” gleba – ziemia!
Mogą sobie produkować i wciskać nam „naturalne” soczki…, ale jeżeli zachowasz na swoim podwórku „niepryskany” krzak porzeczki, a na zagonie kartofli, stonkę zniszczysz naturalnym „chwastem” – (wrotycz), to już wygrywasz zdrowie – życie.
Trzeba zmieniać mentalność – „przyzwyczajenia” na wsi.
Zaskakujące jest też, że prawie każdy „były” rolnik, albo jego „kształcone” w mieście potomstwo, (co to zjeżdża na urlop do rodzinnej wsi) – uważa za punkt honoru wybetonować, albo „wygolić” podwórko: tak powstaje styl – „ni wydra, ni pies” - ni to miasto, ni to wieś…
Wiejskie obejścia są: golone, strzyżone, karczowane z krzewów, drzew, „chwastów” ziół, starych drzew – (choć nadal co rok, chcą ofiarować nam piękne nieskażone owoce). O tym, żeby na skraju zostawić zdziczałą jabłonkę: dla saren, które szukają jesienią pożywnych owoców, a w lecie jej kwitnienie - dla pszczół…, a choćby dla samej urody; rzadko komu przychodzi do głowy…
Piękno - charakter danego miejsca i w konsekwencji- poszczególnych miejscowości – wsi, tworzy tzw. „Mała Architektura Przestrzenna” – kreowana przez człowieka z uwzględnieniem i mądrym wykorzystaniem tego, co nam już ofiarowała Przyroda i nasi Dziadkowie.

 

„GOSPODARZA NA SWOIM” – na polskiej wsi jeżeli zabraknie, to przepadnie Nasza Tożsamość - rozpłynie się w pseudo nowoczesności, a „skolonizowaną” masą - wpatrzoną w wirujące skrzydła farm wiatrowych i wdychających fetor maltretowanych w klatkach zwierząt, łatwo kierować.

Zatrzymajmy się też przez chwilę na „TRAWNIKU”.
Za…? Czy przeciw…?

- Ręcznie koszony - sierpem, kosą, ew. rotacyjną kosiarką –(najwyżej dwa, trzy razy w roku), zachowuje różnorodność: roślin ziół, „chwastów”, krzewów, grzybów, owadów i innych małych stworzeń. Zatrzymuje wilgoć, chłodzi w upał…

- Nisko koszone (często i dwa razy w miesiącu ), wiejskie podwórko – TRAWNIKIEM zwane, w razie suszy
trzeba zraszać, bo „wyłysieje”, zżółknie, więc marnowanie wody - a jest jej coraz mniej!

„Wiadomości › Nauka › Woda

wczoraj 22:24
W Polsce mamy coraz mniej wody - tylko tyle, ile w Egipcie
Przez lata me­lio­ra­cji, osu­sza­nia ba­gien i wy­ci­na­nia lasów w nie­od­po­wied­nich miej­scach, w Pol­sce za­so­by wody pit­nej sza­co­wa­ne są na takie, jakie są w Egip­cie - po­wie­dział wi­ce­mi­ni­ster śro­do­wi­ska Sta­ni­sław Gaw­łow­ski. Wię­cej wody ma nawet Hisz­pa­nia. (…)”
Źródło: wiadomości onet

- Nawożony „trawnik” -(przeważnie nawozy azotowe)-
wytwarzają tlenek azotu, a ten przyczynia się do niszczenia ozonu…
- Kosiarki…? - produkują spaliny…, i co najgorsze,
intensywne, niskie koszenie, nie pozwala roślinom zakwitnąć: zmniejszamy populację - „sterylizujemy” ziemię…!

Żyj i daj żyć - tam, gdzie jeszcze masz coś do powiedzenia – na swoim podwórku, bo „globalne PGR-y” w pogoni za zyskiem już zawłaszczyły tysiące hektarów naszej ziemi, pod FABRYKI–KATOWNIE zwierząt – ( wyparte z państw zachodnich, znajdują na polskiej wsi „przyjazne” przyjęcie władz terenowych), zwierzęta hodowane systemem przemysłowym - tuczone zmodyfikowanym ziarnem z naszych pól - w obcych rękach…
Kto może i ma po temu warunki, by chronić resztkę - nieskażonej ojcowizny –
( nie „wycyganionej” odgórnymi dyrektywami, nie sprzedanej za kilka srebrników) - niech to czyni.

Czas „EKOPRZESTĘPCÓW” już się kończy - jesteś wolny i daj wolność naturze.
Połóż się w wysokiej trawie, posłuchaj mowy ptaków, które dzięki Bogu nie wypłoszyłeś wyciem kosiarki, poobserwuj owady: motyle, pszczoły na roślinach, którym pozwoliłeś zakwitnąć. Poczuj zapach „chwastów” – ziół dziko rosnących. Odkryj gniazdo w krzaku tarniny…

(Oto „mieszkańcy trawnika” – wiejskiego, koszonego nie zbyt często i nie za nisko!)



Tylko patrzeć, jak przyjdzie ”przedstawiciel”…? Nie bardzo wiem czego, i wlepi mandat za: rosnącą pod oknem dziewannę, piołun, dziurawiec - „NIEUCYWILIZOWANE CHWASTY” !

PS.
Ciekawe ile było tej zimy – na elegancko wybetonowanych, (oblodzonych pod śniegiem) WIEJSKICH CHODNIKACH: połamanych rąk, nóg, bioder…? CHODNIKI na „ulicach” wiejskich pasują, jak przysłowiowy kwiatek do kożucha – a ile kosztują…? Nie mówiąc, o spływającej do ziemi truciźnie, bo niektórzy – „akuratni gospodarze”, często polewają np. ROUNDUPEM, wyłażące ze szczelin w chodniku ziele i tak, chwastobójczy środek również w ten sposób, zatruwa glebę na dziesiątki lat!

Na wsi w miejsce betonowych chodników, właściwsze byłyby dobrze utrzymane, odpowiednio wyprofilowane i przystrzyżone pasma zieleni, po których przyjemnie się chodzi – nawet w deszczu; woda znajduje SWOJE naturalne miejsce - w ziemi.
Trzeba reagować - choćby tylko na własnym podwórku, bo ziemia zaczęła nieuleczalnie chorować !
Niestety - skłonność do wynaturzania i robienia – (za wszelką cenę) „miasta” ze wsi, cieszy tych, co: „WIEDZĄ” – że małe tradycyjne rodzinne gospodarstwa, to tylko „ZAWADA” dla wielkoobszarowego biznesu – więc, im mniej prawdziwej wsi, tym bliżej mamy do globalnego kołchozu.

Nawigator

Licznik odwiedzin

62800
Dziś 16
Ostatni tydzień75
Ostatni miesiąc1215
Ogółem62800